Pływająca ceramika z portem i herbem

Polska flota handlowa była niegdyś potęgą. W latach 70. i 80. XX wieku liczyła ponad dwieście pięćdziesiąt statków handlowych, a z dwóch naszych armatorów liczniejszą flotą mógł się pochwalić gdyński - Polskie Linie Oceaniczne. Pod koniec lat 70. flota PLO liczyła 176 statków. Od początku było jasne, że w wystroju statku powinny się znaleźć gdyńskie akcenty. Na tym właśnie statku, w mesie lub w świetlicy ( trudno to jednoznacznie stwierdzić na podstawie zachowanego zdjęcia) umieszczono na ścianie panel ceramiczny autorstwa Krystyny i Henryka Perlickich. Barbara Pospieszna, historyk sztuki, wybitna znawczyni dziejów polskiej ceramiki, opisuje ją następująco - była to kompozycja ceramiczna, która przedstawiała zarys wybrzeża gdyńskiego z portem oraz herb Gdyni i godło państwa polskiego. Poniżej dużymi literami wypisane było imię i nazwisko oraz daty życia założyciela miasta. Cały projekt wykonany był z drobniejszych elementów ceramicznych, formowanych z ręki, a następnie pokrytych szkliwem zabarwianym związkami miedzi i wypalanych redukcyjnie, co dawało efekt lustrów.
Henryk Perlicki i jego żona Krystyna byli gdynianami i członkami tzw. Grupy Kadyńskiej, która powstała w 1956 roku i skupiała polskich twórców ceramiki. Nazwa wzięła się od miejsca organizacji międzynarodowych plenerów artystycznych w latach 1973-1974. Właśnie tam, w Kadynach, w 1975 roku, wzięli oni udział w cyklu wystaw Ceramika dla architektury. Zaprezentowali wówczas swoje pierwsze panele ceramiczne, które miały posłużyć do wystroju statków dalekomorskich.

Mozaika na ms E.Kwiatkowski, fot. prywatne archiwum Krystyny Perlickiej
Trzeba pamiętać, że polskie statki okresu PRL-u były bardzo starannie wykańczane, a ich wyposażenie dalekie było od siermiężności statków tzw. tanich bander. Szczególnie dużo uwagi przywiązywano do wystroju pomieszczeń wspólnych, takich jak mesa oficerska, świetlica, czy korytarze na poziomie oficerskim. Stały w nich wysokiej jakości meble, a szoty ( tak marynarze określają ściany) były ozdabiane dekoracjami, będącymi często wizytówką polskiego dizajnu. Z podobnym pietyzmem podchodzono do wystroju salonu kapitańskiego, miejsca, które reprezentowało Polskę podczas każdego rejsu, gdzie kapitan przyjmował służby celne, osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo, agencje ubezpieczeniowe, spedytorów, agenta armatora, właścicieli ładunku itp. Polskie statki tamtego okresu były dobitnym świadectwem, że dobór wyposażenia traktowano na równi z techniką i bezpieczeństwem.
 
Niestety, nie możemy już dzisiaj obejrzeć żadnego z elementów wystroju statku m/s Eugeniusz Kwiatkowski. Spotkał go los podobny do tysięcy innych jednostek pływających, został, jak mówią marynarze, pocięty na „żyletki”. Dokonał żywota w stoczni Alang, India, lub w Shenton Shipping SA, Singapore, prawdopodobnie na początku XXI wieku. Na szczęście pozostały zdjęcia, które publikujemy za zgodą rodziny.

Niezwykłe historie Gdynian w obiektywie
Gdynia zaprasza na swoje urodziny
Nadchodzą zmiany na Oksywiu, Babich Dołach i Witominie
Szybko i wygodnie koleją z Gdyni do Słupska
Ruszyła XIX edycja konkursu „Gdynia bez barier”